czwartek, 2 lipca 2015

beż



 spódnica Mohito | sweter sh | sandały Mango | torebka H&M 
zdjęcia: Flawless  

 Nie wiem, czy Wam ostatnio wspominałam, ale zaczynam powoli lubić beż. Zawsze nienawidziłam tego koloru, bo: a) kojarzył mi się z trenczami, których również nie lubiłam, a powoli zaczynam się jednak do nich ponownie przekonywać; b) kojarzył mi się z nudnymi, banalnymi stylizacjami, widzianymi w sieci, które w żadnym stopniu nie podchodziły pod moje gusta. Jednak ostatnio (no może nie tak ostatnio, ale jakieś kilka tygodniu pozwolę sobie określić "ostatnio"), zaczynam mieć fioła na punkcie tego koloru. Myślę, że dużą rolę odgrywają tu sylwetki z wybiegów, których się naoglądałam, a dodatkowo corocznie powracający hit: safari look. I tak moda high fashion, prosto z wybiegów, pomogła mi polubić ten kolor, a nawet nieco oszaleć na jego punkcie. Swoje 3 grosze dorzuciła tu Maja Wyh, nieraz pokazując się w prostych, ale efektownych, beżowych ubraniach, chociażby sweterkach i nie będę ukrywać, że to jej zasługa, że właśnie sweter z tego wpisu pojawił się mojej szafie. Może nie jest do końca taki, jaki bym chciała aby był, ale idealnego jeszcze nie znalazłam. Idealny, czy jeszcze luźniejszy od tego, bardziej lejącey się, z dekoltem V i w miarę możliwości - z kaszmiru. Chwilowo posilam się tym, co mam, tworząc mój kolejny miejski look. Oczywiście, myślałam o dodaniu mojej beżowej nerki od Pauliny Schaedel, czy beżowej torebki z Zarazy, ale chyba nie byłabym sobą. Coś mi podpowiadało w głowie, że te cekiny super tu zagrają i chyba moja kobieca intuicja się nie myliła ;)

Ach, i skoro już mowa o beżowym kolorze i o safari look, widzieliście pokaz męskiej kolekcji Balmain, który przeplatały damskie sylwetki? Och, jestem w tej kolekcji totalnie zakochana! Zarówno w damskich propozycjach, jak i męskich :)
Oczywiście wszystkie zdjęcia z pokazu możecie zobaczyć na Facebook'u Balmain, czyli TUTAJ.


wtorek, 30 czerwca 2015

party look


zdjęcia: Flawless 

Moja złota zasada: bez względu na okazję zawsze pozostaję sobą. Pamiętajcie, aby dopasowując strój do wyjścia, dopasować go również do siebie. Bądźcie ubrane, a nie przebrane. Poczucie dyskomfortu nieraz potrafi zepsuć zabawę, a przecież każda z nas chce być królową ;)

niedziela, 28 czerwca 2015

#niebojesieciemnosci



W końcu mogłam skończyć książkę Kasi Frąckowiak (znanej również z bloga Coeurs De Foxes) "Nie boję się ciemności.". I choć stylizacja powyżej może jedynie pasować do okładki, to postanowiłam, że przy okazji tego wpisu nieco o tej książce napomnę.
Jak często rezygnujecie z dążenia do spełnienia marzeń? Ile razy kończycie jedynie na mówieniu o nich, a kroki jakie możecie podjąć, w ich realizacji, przegania leń? Mi się czasem to zdarza. Choć staram się motywować siebie i po części Was najbardziej jak tylko potrafię, to czasem nachodzą mnie chwile refleksji i dochodzę do wniosku, że nie zrobiłam prawie nic. Więcej gadałam niż działałam, a samym mówieniem nic się nie osiągnę. Niestety, w życiu nie jest tak łatwo jak w filmach, że zadzieramy głowę do góry, szepczemy gwiazdom co nam się marzy i nagle Wszechświat daje nam wszystko, czego pragnęliśmy. W życiu jedyną gwiazdą spełniającą marzenia jesteśmy my sami. Nikt inny, tylko my, codziennie słuchamy myśli, przepełniających naszą głowę, co to nam się marzy, kim chcielibyśmy być, co robić i gdzie mieszkać, i tak naprawdę nikt inny, jak my sami, za spełnianie tych marzeń musimy się zabrać. Zacząć od najprostszego - pożegnać się na stałe z lenieniem, bo to on nas trzyma w niewoli. Kolejne, równie ważne, porzucić strach - osiąganie marzeń nie koniecznie musi być proste, ale przecież to my kierujemy tym, co nam się marzy. Zatem, skoro nasza wyobraźnia jest w stanie nam je zwizualizować to dobry znak, że jesteśmy w stanie je osiągnąć ;)
Pora się przełamać. Pora uwierzyć w siebie. Pora uwierzyć w to, że to co nam się zamarzyło może być realne, jakkolwiek abstrakcyjnie brzmi. Pora zebrać wszelkie swoje siły i zacząć na to pracować. 
Dlaczego tak o tym mówię? Ile razy na drodze stoją jedynie wymówki? Ile razy nie dam rady pada częściej od zrobię to? Ile razy świadomie, choć z bólem serca, mówicie: A dobra tam, jak nie teraz to może kiedyś, jak nie kiedyś to trudno.? Życie mamy tylko jedno, zatem jak nie teraz, to kiedy planujecie osiągnąć to, co  marzy Wam się od dawna?
Jasne. Ja mogę gadać. Pomyślicie: "Cwaniara z Internetów mądrości życiowe sypie, a pewnie sama niewiele osiągnęła i w sumie nie wie co gada.". I tak po części jest, bo też mam chwile zwątpienia. Wynikają bardziej z tego, że po chwili cieszenia się z danego sukcesu, zapominam, że był jakiś cel, bo naglę gonię za kolejnym. 

Ale jest osoba, która na spełnianiu marzeń zna się znacznie lepiej niż ja. Osoba, która odhaczyła ich w życiu znaczniej więcej niż ja, choć miała z pewnością znacznie trudniejsze do tego warunki. Tą osobą jest wyżej wspomniana Kasia. Kasia choruje na reumatoidalne zapalenie stawów. O chorobie nie mam zamiaru za wiele się rozpisywać, ale napomnę, że jest to choroba bardzo utrudniająca codzienne funkcjonowanie. A jednak dziewczyna, niemalże w moim wieku, z chorobą nie pozwalającą jej czasem trzymać normalnie kubka z herbatą, w swoim życiu spełniła marzenia, o których ja dalej marzę, a jak byłam młodsza to marzyłam o tym samym co ona i nie wiedziałam, że się nawet da. A jednak. Bo to nie kwestia pieniędzy, to nie kwestia miejsca zamieszkania, to również nie kwestia wieku i co się okazuje, to również nie kwestia ZDROWIA, a CHĘCI. Chęci, wiary, pracy, działania, kreatywnego myślenia, odwagi i pokonania własnych słabości. Kasia udowodniła mi, i przypuszczam że wszystkim, którzy przeczytali książkę, że niemożliwe staje się możliwe. Pora, na naszą kolej. Zatem, na koniec pozostaje jedna kwestia. Czy naprawdę chcemy osiągnąć to, o czym marzymy od dawna, czy wystarczy nam samo gadanie? ;)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

miętusek

spódnica Mohito | sweter sh | torebka, buty Zara | bransoletka Promod 

zdjęcia: matka pollka

Moja miłość z miętowym kolorem zakończyła się równie szybko, co rozpoczęła.
Pamiętacie ten boom na miętowy kolor? To było jakieś 3 lata temu, gdy założyłam bloga. Sama wstawiałam miętowe inspiracje, bo kręciło mnie wszystko, co było w tym kolorze. Sweterki, spodnie, bluzki, sukienki, torebki, szpilki, lakiery do paznokci, a nawet ołówki BiC'a zaczęły przyjemniej wyglądać. Ale z czymś, co jest cholernie modne, łączy się jedna zależność - szybko się nudzi. Ale to tak szybko, że Struś Pędziwiatr nie jest w stanie nawet przebiec i wydobyć z siebie "migmig". I takim sposobem, miętowy sweterek, na który się kiedyś rzuciłam w H&M, szybko sprzedałam po nałożeniu go maksymalnie 2 razy. Od tamtej pory na mięte patrzę dość sceptycznie, a każdego, kto ma ten kolor na sobie taksuję wzrokiem i zastanawiam się, czy nie było lepszego koloru. 
Minęły lata, a ja postanowiłam na nowo zaprzyjaźnić się z tym pastelowym kolorem i przyznam, że teraz podchodzę do niego nieco ostrożniej. Jednak wersja powyżej przyprawia mnie o zawroty głowy i motyle w brzuchu. Pochopnie stwierdzam zauroczenie. Może się mylę. Miłość potrafi być ślepa. Mówią, aby nie wchodzić do tej samej rzeki dwa razy. Ciekawe, jak tym razem skończy się ta relacja ;)

środa, 17 czerwca 2015

landryna

sukienka H&M | marynarka Bershka | szpilki Venezia | torebka Paulina Schaedel 


 Muszę przyznać, że róż jest jedynym kolorem, który budzi we mnie wątpliwości, jeśli chodzi o użycie go w stylizacjach. Niestety, stereotypy robią swoje i albo kojarzy mi się on z dziewczynkami w wieku przedszkolnym lub szkolnym (wężyk 30 dziewczynek ubranych na różowo z pewnością jest Wam znany), bądź kojarzą mi się z przesłodzonymi dziewczynami, które nie grzeszą inteligencją. Sama czasem mam wrażenie, że jak ubiorę się na różo, moje IQ diametralnie spada w dół, a wszelkie "mądrości”, jakie mogłyby być wypowiedziane przez rok, wychodzą z moich ust w jeden dzień. Zatem, czy to efekt placebo, że nagle nosząc róż (napisałam początkowo "rusz" - widzicie, o tym właśnie mówię :D), czuje się głupsza, bo stereotyp, który znam i który mi siedzi w głowie, dominuje nad rozsądnym myśleniem?
Magdalena Kanoniak (znana Wam pewnie szerzej z Internetów jako Radzka), w swojej książce pisze, że róż, szczególnie ten jasny, jest kolorem uczuć, miłości i ufności. Osoby noszące ten kolor są wrażliwe, empatyczne, a podejmując decyzje kierują się intuicją. Mogą być odbierane czasem jako dziecinne (M. chyba coś na ten temat wie) i infantylne - to, całe szczęście, określenie, które mnie nie dotyczy. Reszta się zgadza. Nieraz wspominałam o tym, że wybierane przez nas kolory wynikają z tego, jacy jesteśmy, odzwierciedlają nasz charakter. Swoich stylizacji nie wyobrażam sobie bez kolorów, ale o ile kiedyś róż dla mnie całkowicie nie istniał, tak teraz powoli zaczyna pojawiać się w mojej szafie. Noszę go oczywiście na swój sposób, "bronię" dane zestawy tak, aby samej nie mieć wątpliwości, czy dobrze wybrałam, ale wiem, że nie ucieknę już przed tym kolorem i nieraz będzie mi towarzyszył.
Czy się zmieniłam? Na przełomie kilku ostatnich lat z pewnością bardzo. Szczęście i miłość, przenikają mnie do szpiku kości i to z pewnością dlatego poznałam, co to empatia, doświadczyłam płaszczu ze szczęścia, ale i nieraz wzruszyła mnie historia drugiej osoby (zarówno szczęśliwa, jak i ta przykra), przekonałam się, że jestem wrażliwym człowiekiem, i że jedynie pozytywne nastawienie do życia może pomóc je przeżywać tak, jak chcemy. Czy zmiany przyszły same? W jakimś stopniu tak. Z pewnością zaczęły następować wraz z uleganiem miłości. Otoczka chroniąca moje serce przez niesprawiedliwymi atakami losu zaczęła się wykruszać, a ja złagodniałam.
Czy jestem przez to słabsza? Z pewnością nie duchowo ;)

środa, 10 czerwca 2015

miejska swoboda

 sukienka no name | torebka Mango | buty Zara | szal Parfois | bransoletka House of Mima

zdjęcia: matka pollka 

Lato, 30 stopni na plusie. Gotuję się. 

Jesteśmy na zdjęciach. Chodzę, pozuję, uśmiecham się. Co chwilę patrzę na efekty.
Ja: Wyglądam jak jakiś manekin.
Pola: To weź zwiąż włosy. 

Pola, Wróżka Dora Rada na moją nieporadność. Wróciła energia, wróciła spontaniczność i pojawiły się oczekiwane efekty :) 
Nie dajcie się zwieźć temu jednemu zdjęciu z rozpuszczonymi włosami. Pola jak jej pokazałam przygotowane zdjęcia, oświadczyła: "O, nawet choć jedno z rozpuszczonymi Ci się spodobało." :D 

Chciałam Wam napisać coś mądrego na temat noszenia sukienek latem, i że sukienki + buty + torebka to nie odkrycie Ameryki, i że banalnych zestawień na te części garderoby jest mnóstwo, i że to tylko od nas zależy, czy unikniemy banału, czy nadamy ciekawego charaktery stylizacji, czy ta stylizacji przeniknie naszą osobowością, czy jednak nas zdominuje i  będziemy wyglądały na przebrane, a nie ubrane, i że zachęcam Was do wybierania zestawów mniej sztampowych, ale nie wiedziałam jak to ładnie ubrać w słowa, zatem zostawiam Was z tym, co naskrobałam. Projekty mnie pochłonęły, a w szczególności moją zdolność do logicznego sklejania zdań i zbierania myśli w spójny tekst. Ale, ale oddania już blisko :D

piątek, 5 czerwca 2015

take a smile

sukienka (H&M), koszula Mishmash | buty, torebka Zara | szal Parfois | bransoletka House of Mima 

zdjęcia: matkapollka 

Tu zwisa, tam coś powiewa, czyli kolejne połączenie bardzo w moim stylu.  O kupnie sukienki (którą kiedyś odrzuciłam w sklepie) zadecydowała koszula. Widząc oczami wyobraźni te dwie rzeczy w jednym zestawie, momentalnie trafiły do koszyka i kilka dni później do mojej szafy. A w Mishmash aktualnie trwonię swoje oszczędności. Pola poleca odlajkować ich stronę, aby nie kusiło. Zdaje się, że to genialny pomysł, z pewnością ekonomiczny :D

Dobra, ale co tam ubrania, resztę widać zresztą na zdjęciach. Ostatnio doszłam do wniosku, że my Polacy, jako naród, mało się uśmiechamy. Nie mówię, że wszyscy. Żyją osoby w tym kraju, które czasem aż tyle się "szczerzą", że można podejrzeć w tym nutę fałszu. Czasem sama tyle się szczerzę (dobrze, że nie widzicie wszystkich zdjęć z sesji, na niektórych wyglądam jak rycząca kobyła :D), że później dotyka mnie ból policzków i pytające spojrzenie przechodniów. Ale już tak mam, tryskam energią, staram się zarażać uśmiechem i wymagam od innych, aby też tacy byli (M. najbardziej na tym cierpi, ale on spędza ze mną niemalże 2/3 dnia). Wymagam, choć staram się pojąć, że nie każdy tak potrafi. Nie każdy jest optymistą i nie każdy widzi świat przez różowe okulary. Nie każdy potrafi widzieć pozytywy w negatywach. Nie każdy potrafi być każdego dnia, choć przez chwilę, szczęśliwy. Nie każdy potrafi uśmiechać się do obcych. Nie każdy potrafi rzucić to co robi z niechęcią i zabrać się za to, co kocha. Nie każdy potrafi kochać ludzi. Nie każdy potrafi choć ich akceptować. Nie każdy potrafi akceptować siebie samego. Nie każdy KOCHA siebie samego. A może potrafimy? Może to kwestia chęci? Tego wszystkiego można się nauczyć, ale tu chodzi o nas, o to, czy przemawia przez nas chęć zmiany. Czy przemawia chęć innego życia. A może chęć odczuwania radości nawet z najmniejszych rzeczy. Chęć kochania. Chęć działania, tworzenia, kreowania. Wszystko siedzi w nas, w naszych głowach. Jedynymi osobami, które nas zatrzymują, jesteśmy my sami. Nie ten okrutny Wszechświat nie dający nam wszystkiego, co byśmy chcieli mieć, a my sami. Nasze słabości. Nasze marudzenie. Nasze niewierzenie w siebie. Nasze skreślanie marzeń, zanim postawimy choć pierwszy krok. Tłumimy je leżąc na kanapie. Nasze życie szczęściem innych. I ta zazdrość, która nieustanie przez nas przemawia. A może by tak pozostawiać za sobą marudzenie i przełożyć je na pracę? Może to jest pora na zauważenie swoich wartości? Może pora nie marnować czasu na puste słowa, bo nadszedł czas działań? Może pora wymyślić coś, co by nas totalnie zaabsorbowało? Może pora zakończyć życie życiem innych i zacząć pracować na własne sukcesy? Może pora docenić to, co ktoś robi i brać przykład, a nie być szydercą w zaciszu domowym? Może pora w końcu zmienić podejście do życia? Może przyszła pora na cieszenie się z drobiazgów? A może to jest właśnie czas na bycie miłym w stosunku do innych? Może to jest pora na pokochanie siebie takim, jakim jesteś? A może jest to pora na bycie SZCZĘŚLIWYM? Właściwa pora JEST ZAWSZE, ale aby pojawiły się chęci na zmianę, to właśnie TY musisz się o to postarać. Nie zwlekaj. Nie warto ;)